czwartek, 11 sierpnia 2016

Addicted to running ?

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad tym co tak naprawdę powoduje, że chce mi się biegać...

Co nakręca mnie do wczesnego wstawania, do biegania o 4-5 rano nawet wtedy kiedy z różnych przyczyn trzeba było położyć się o pierwszej... Co powoduje, że przed podjęciem decyzji związanej z planowaniem dnia następnego najpierw analizuję jak i ile muszę jutro przebiec i czy zdążę...

niedziela, 7 sierpnia 2016

Wakacje 2016 w oczekiwaniu na Łemkowyna Ultra-Trail® 150

Władysławowo 2016
Wakacje mijają dość biegowo. Najpierw dreptanie po nadmorskich plażach, teraz deptanie wszystkiego co się da.
Bez rannego biegania, dzień jest dość nerwowy. 

Nie mogę nie biegać rano, gdyż dzień mam z głowy. Może to przez nierozładowany biegiem stres, może przez uczucie zbliżających się kolejnych biegów i nierealizowany plan. Nie zastanawiałem się nad tym głębiej jednakże fakt jest faktem. Dla dobra otaczających mnie domowników oraz pracowników, trzeba wstać o czwartej lub piątej i zrobić te 15-20 km z rana.

sobota, 2 lipca 2016

Jeśli nie marzymy jesteśmy martwi, NIEWIDZIALNE GRANICE Kiliana...

Zdjęcie ze strony http://www.wsqn.pl/ksiazki/kilian
-jornet-niewidzialne-granice/
Jakiś czas temu dostałem nową książkę Kiliana Jorneta „Niewidzialne granice” która została wydana przez wydawnictwo SQN. Wydaje mi się, że Kiliana nie trzeba przedstawiać. Jeżeli ktoś go jeszcze nie zna, to wystarczy wpisać jego imię w wyszukiwarkę, żeby znaleźć informację o żywej legendzie biegania górskiego oraz skialpinizmu.
Muszę powiedzieć, że opowieść Kiliana podziałała na mnie  od razu niezmiernie inspirująco i motywująco. Była jak katalizator. Pozwoliła przywrócić motywację do biegania i treningu, która osłabła trochę po ostatnim Rzeźniku Ultra.

Fabuła książki opowiada historię wyprawy wysokogórskiej Kiliana w Himalaje. Wyprawy, która stała się próbą odnalezienie sensu i poradzenia sobie po śmierci swojego idola oraz przyjaciela Stephane Brosse, wybitnego ski alpinisty. Przyjaciela, który zginął podczas próby trawersowania Masywu Mont Blanc w 2012 roku, w której uczestniczył między innymi właśnie Kilian. Z czteroosobowej wyprawy nie wrócił tylko Stephane.

niedziela, 8 maja 2016

BIEG RZEŹNIKA ULTRA 2016 - czyli rewanż po roku

Już tylko 13 dni do ponownego startu w Biegu Rzeźnika Ultra.

Zdjęcie ze strony http://www.biegrzeznika.pl
To już mój 2 start w tym młodszym, acz bardziej wymagającym bracie kultowego Biegu Rzeźnika. Bieg Rzeźnika jest o połowę krótszy oraz biega się go w parach. Bieg Rzeźnika Ultra jest sporym wyzwaniem. W zeszłym roku ukończyło go tylko 15 osób co świadczy o sporym poziomie trudności.
Dla ciekawych, moja relacja z zeszłorocznej edycji znajduje się tutaj -> relacja.

Pomimo kontuzji i braku treningu w lutym oraz powrotu do trenowania dopiero w drugiej połowie marca, staję do zadania. Wyobrażam sobie to rozegrać jak Rocky w 15 rundzie wygranego pojedynku z Apollo.

sobota, 7 maja 2016

HARDASUKA 2016 - historia porażki jeszcze przed startem...


Pierwszy post od pół roku oraz dopiero pierwszy w tym 2016...

Tematów jest dużo, jak: Zamieć 24h sprzed 4 miesięcy, okres kontuzji w lutym i marcu, który wyeliminował mnie z treningów, przygotowania do Rzeźnika Ultra, który odbędzie się już za 2 tygodnie, planach na tegoroczny Bieg 7 Szczytów, planach na Bieg 7 Dolin w Krynicy, planowany start w Łemkowyna 150, czy wreszcie to co mnie boli najbardziej czyli brak udziału w Harda Suka 2016...

Zdjęcie ze strony http://www.hardasuka.pl
A więc od początku...

W zeszłym roku poinformowałem moją żonę o chęci startu w Ultimate Triathlon Challenge Harda Suka 2016.
Zawody są interesującą formą rekreacyjnego spędzenia czasu w Tatrach. Niektórzy mówią, że to najtrudniejszy ultra triathlon świata, jednakże ja wolę ten pierwszy opis i tak go sprzedałem mojej żonie. W świecie wszechogarniającego nas dostępu do informacji, nie dało się oczywiście odciąć żony od poszukiwania informacji na własną rękę i się zaczęło...

środa, 28 października 2015

PROJEKT ZAMIEĆ 24h - edycja 2016

Już za 3 miesiące odbędzie się kolejna edycja zimowego biegu na ultra dystansie na Skrzyczne i z powrotem - Zamieć 24h. Bieg trwa 24h, a cała zabawa polega na pokonaniu jak największej ilości okrążeń w tym właśnie czasie. Każde okrążenie to 13,5 km.

środa, 21 października 2015

Bieg 7 dolin 2015 czyli dobicie po Biegu Granią Tatr...

Zdjęcie ze strony www.festiwalbiegowy.pl
11 września dotarłem do Krynicy dość szybko. Miało być rodzinnie, niestety dzieciaki ze względu na stan zdrowia musiały zostać z żoną w domu. Przypadło mi kolejny rok z rzędu nocowanie na stadionie zimowym (zorganizowany nocleg przez organizatora), choć moje plany początkowo były inne. Byłem tam chyba dopiero 10 osobą. Cały stadion zimowy był wolny. Wybrałem miejscówkę, która wydawała mi się najbardziej optymalna (praktycznie wszystkie miejsca były wolne). Zostawiłem plecak, śpiwór i truchtem do biura zawodów się udałem...

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Flexistav Bieg Granią Tatr 2015 - relacja

Meta
Przed wyjazdem do Zakopanego byłem nastawiony bardzo bojowo i buńczucznie. Pierwszy dreszcz niepewności i strachu przeszedł mnie w trakcie odprawy technicznej na kilka godzin przed startem. Powiedziałem wtedy żonie, że najbardziej boję się tego, że nie dam z siebie wszystkiego i będę żałował tego biegu do następnej edycji za dwa lata... Postanowiłem wtedy, że cokolwiek się stanie, chcę mieć poczucie, że dałem z siebie wszystko. Poza tym moi najwięksi fani, moje dzieciaki Asia (2 latka) i Filip (5 lat) czekali na medal co dodatkowo powodowało lekkie ugięcie kolan. Obiecałem im ten medal, a jak mówi mój syn jestem dla nich bohaterem... Jak mógłbym nie dotrzymać słowa...
Pierwsze 26 km przeszło bez większych historii. Grześ (1652 m n.p.m); Rakoń (1876 m n.p.m); Wołowiec (2063 m n.p.m); Jarząbczy Wierch(2115 m n.p.m); Kończysty Wierch (1993 m n.p.m); Starorobociański Wierch (2172 m n.p.m) i zbieg przez Ornak do schroniska. Do Jarząbczego szło dość fajnie, ale przy podejściu na Jarząbczy, zaczęło coś pękać... Starorobociański poczynił dalsze spustoszenie w nogach i w głowie. Pociągnąłem trochę w dół, ale zbiegało się fatalnie. Schronisko na hali Ornak po 5:22:40 nie było tym w co celowałem na początku biegu. Pit stop nie był szybki około 18 minut na uzupełnienie płynów, zjedzenie kilku arbuzów i pomarańczy. Ciastko i bułka do plecaka no i w górę na Czerwone Wierchy.

wtorek, 28 lipca 2015

Ostatni ultra akcent górski przed Granią Tatr...


Na Klimczoku po godzinie biegu
Minął już tydzień od ostatniego biegowego wypadu w góry, ale nie miałem okazji wcześniej nic napisać. Zeszłotygodniowy wtorkowy wypad w góry nie należał do najbardziej optymalnych treningów. Pobudka po 4 godzinach snu około 4:30. Dojazd do Bielska pod Szyndzielnię około godziny. Rozmyślania co zabrać ze sobą, gdyż rano nie było zbyt ciepło. Zdecydowałem się tylko na lekką kurtkę przeciwdeszczową, czołówkę na wszelki wypadek, folię NRC i trochę jedzenia. Początkowy plan to pobiegać 80-90 km od rana do wieczora. Na Klimczoku po godzinie biegu przez Dębowiec i Szyndzielnię, było już bardzo gorąco. Na Skrzycznem po 2,5 h biegu temperatura powyżej 30 stopni... Przekalkulowałem trasę w schronisku i skróciłem do 60 km. Chodziło o zrobienie górskiego akcentu, ale nie koniecznie z odwodniem organizmu tuż przed Granią Tatr.
Widok na Skrzyczne z Malinowskiej Skały
Zamiast dobiec do Baraniej Góry, skręciłem na Malinowskiej Skale w czerwony szlak, a później przez Malinów, Przełęcz Salmopolską, Grabową, Stary Groń i Krzynówek do Brennej. Chciałem dalej po zbiegnięciu do Brennej pobiec na Równicę, ale minąłem skręt na zielony szlak z asfaltu i pobiegłem nim dodatkowe 6 km (w jedną stronę) w okolice żółtych szlaków na Orłową i Stary Groń... (sic!). [Widać to na mapie poniżej]
Trzeba było wracać, dlatego przebiegłem przez Wielką Cisową, schronisko na Błatniej, Klimczok, Szyndzielnię, Dębowiec i skończyłem zabawę. 58,6 km w istnej piekielnej temperaturze około 32 stopni... Czas typowo treningowy 9:33 h z 20 minutowym śniadaniem na Skrzycznem i 15 minutowym "lunchem" w schronisku na Błatniej. Przewyższenie +/- 2480.

Track GPS + mniej więcej profil trasy z mapa-turystyczna.pl

poniedziałek, 20 lipca 2015

Wakacje, wakacje... Przygotowania do Flexistav Granią Tatr cz.2

Wakacyjne bose bieganie po plaży
Od początku lipca do dzisiaj czas upływa "urlopowo". Sporo biegania po piasku i wodzie, jak również po Łebskich wydmach dało co nieco do siły biegowej. Trzeba powiedzieć, że nie przebiegłem jeszcze do tej pory tylu kilometrów na boso - około 100 km. Kiedyś po przeczytaniu Urodzonych biegaczy Christophera McDougalla, lekko zafascynowała mnie kwestia biegania naturalnego, jednakże nigdy tego nie praktykowałem. Po kilkunastu kilometrach biegu po plaży i wodzie, kiedy zakładałem buty, aby dobiec około kilometra do pensjonatu w którym mieszkaliśmy, muszę powiedzieć, że różnica w biegu była bardzo odczuwalna, oczywiście na niekorzyść butów. 
Łebskie wydmy
Pomimo tego, chyba jednak nie skuszę się na bieganie naturalne po górach, aczkolwiek muszę częściej dołączać do treningów bieganie po plaży na boso, gdyż jest to naprawdę przyjemne.

Przygotowania do Granią Tatr są już w fazie końcowej. Ostatni miesiąc bardzo aktywnie. Bieganie, rowery z rodzinką, wiosłowanie po jeziorze, górskie trekkingi, basen. Myślę, że zaprocentuje to na biegu. 
Jutro rano planuję ostatni duży akcent w górach przed zawodami, ale od pogody zależy jak duży. 
W między czasie , od soboty zacząłem biegać z oponą (obecnie nie mam fajnego zdjęcia). Generalnie naprawdę fajna sprawa. Nie mogę napisać jeszcze nic o żadnych rezultatach, jednakże odczucia subiektywne są naprawdę pozytywne, szczególnie bardzo fajnie odczuwalne są interwały i wbieganie pod górę. Chcę biegać jakieś 40-50 km tygodniowo z oponą. Stan lipcowego wybiegania na dzisiaj to 168 km i około 10 km w basenie.